Punk’s not dead

Do budy wszedłem dziś dość późno, myszołów przywitał mnie z daleka swymi krzykami.

Całe mięso dla ptaków włożyłem nie do tego wgłębienia terenu, gdzie powinienem i zdjęć jak na ilość ptaków zrobiłem bardzo mało.

Na chwilę… uwaga! Zaświeciło Słońce!! Akurat były sójki.

Jednak Słońce zaraz zaszło. Przez wcześniej opisaną pomyłkę nie zauważyłem dwóch myszołowów, bo po prostu nie było ich widać zza trawy! Jeden szybko odleciał, drugi spokojnie jadł jeszcze parę minut. Wyszedł nawet na chwilkę ‚na powierzchnię’.

Kruki dźwięczały i przelatywały bardzo nisko. Jeden odważył się usiąść na scenie. Jednak za chwilkę odleciał. Dzięcioł stukał tylko na początku zasiadki, do słoninki nie przyleciał. Jak zwykle monotonne oczekiwanie urozmaicały sójki. Poniższa lubi pewnie machać czupryną.

Wkurzony na siebie przez głupie wywalenie mięsa wyszedłem z czatowni, zrobiłem ostateczny już chyba misz-masz na scenie i poszedłem do domu.

Jutro chyba znów poczatuję.