Wydeptane

Tym razem pokażę parę fotek z pieszych wycieczek – czyli nie zawsze trzeba godzinami czatować żeby cokolwiek sfocić 😉 Co prawda w większości są to jedynie zdjęcia dokumentalne. Ostatnio zacząłem sosnówką spod karmnika – niech teraz będzie taka z lasu. Była kompletnie niepłochliwa, przysiadała metr ode mnie, niestety trudne warunki oświetleniowe i brak statywu poskutkowały brakiem zdjęć. W tym samym zagajniku żerowało też ok. 15 czubatek – te jednak były czujne i nie dały się podejść na sensowną odległość.

Periparus ater

Jak to zwykle bywa, w lesie nie mogło zabraknąć i pełzacza leśnego.

Certhia familiaris

Zdecydowanie więcej uwagi tego dnia poświęciłem jednak innemu ptakowi. Usłyszałem 2 odzywające się dzięcioły czarne, zacząłem więc je podchodzić. Jednak ten największy z polskich dzięciołów jest ptakiem bardzo czujnym – spłoszyłem go zanim w ogóle dałby się obserwować na czystej pozycji (czyli nie przez tysiąc cienkich i grubszych gałązek). Podchodząc tego dużego ptaka, spłoszyłem też o wiele większego, o którym, siedzącym gdzieś wysoko, w inny sposób raczej bym się nie dowiedział. Bezgłośny przelot nad głową tego dużego ptaka z bardzo szerokimi skrzydłami zaskoczył mnie, ale też niebywale ucieszył. Od pewnego czasu bowiem szukam sów – to wypluwek, to znów prowadząc nasłuch nocą – a to był puszczyk uralski! Na dodatek dał się obserwować w dzień. Jak dla mnie – niesamowite przeżycie. Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy.

Strix uralensis

Jednak nie samym lasem człowiek żyje. Dużo czasu spędzam w Dolinie Dolnego Sanu, gdzie przez ostatni miesiąc obserwowałem m.in. ogorzałkę, podgorzałkę, czernicę, karolinkę, bieliki – na rzece, a w zadrzewieniach i niedużych lasach np. dzięcioła zielonosiwego i białoszyjego. Ze zdjęciami tych ciekawych gatunków jest u mnie kiepsko, a raczej wcale nie jest, więc muszę ratować się pospolitymi ptakami, jak ta nurogęś 😉

Mergus merganser

Fotograficznie najlepiej poszło mi ostatnio z raniuszkami. Bez maskowania, ale za to ze statywem (po spotkaniu z uralem nie rozstaję się z nim :-D) przyczaiłem się na nie, a te nie krępując się zbytnio moją obecnością, spokojnie żerowały. Przy okazji dwóch zdjęć raniuszków zwrócę uwagę na upierzenie głowy.

Aegithalos caudatus europaeus

Powyższy osobnik ma ciemną brew (choć nie czysto czarną, więc może nie jest to najlepszy, czysty przykład), co świadczy o jego pochodzeniu z populacji centralno-europejskiej (Aegithalos caudatus europaeus). Za to poniższy z czysto białą głową jest zapewne przybyszem z północnej Europy (Aegithalos caudatus caudatus) 🙂

Aegithalos caudatus caudatus

No starczy tego wymądrzania na dziś 😉 Do zobaczenia w, mam nadzieję, bardziej wiosennym klimacie.

  • takie spacery to ja rozumiem ;-). Sowy zazdroszczę jak nie wiem co, choć i pozostałe spotkania bardzo ciekawe.

    • Oczywiście te parę fotek to efekt nie jednego, a co najmniej kilku długich spacerów 😉 Fakt, spotkanie z uralem było najciekawsze – na dodatek to moja pierwsza sowa obserwowana w dzień, a jedna z pierwszych w ogóle.

      • no, ja sowy tylko w zoo do tej pory… nie licząc jednej, która kiedyś prawie staranowała mój samochód, ale to już inna historia 😉

        • 😀 Teraz, tj. w marcu i kwietniu najlepszy czas na sowy, wszystkie gatunki w Polsce wykazują w tych miesiącach wzmożoną aktywność głosową, więc łatwiej je znaleźć, oczywiście w nocy. Inna sprawa to zobaczyć je potem w dzień 😉

  • Takie fotki z podchodów lubię najbardziej 🙂

    • Mi w podchodzeniu podoba się to, że nie jestem uwięziony w jednym miejscu jak w czatowni, widzę, że coś się dzieje kawałek dalej i mogę się zbliżyć, a nie czekać aż coś zbliży się do mnie. Jednak zwierzęta widząc w człowieku zagrożenie często zachowują się inaczej, przerywają wcześniejsze czynności i to jest minus podchodów 😉

  • A jakie sowy „wyłapałeś” podczas nocnych nasłuchów?

    • Szczerze mówiąc na razie nie mam się czym pochwalić. Gdzieś tam puszczyk i tyle. Ale teraz – w marcu, sądzę, że będą bardziej aktywne, a ja będę więcej nocy w terenie 😉