Na pomoc uszatce

Pod koniec maja w parku w Stalowej Woli, jak co roku, rozpoczął się sowi koncert. Żebrzące głosy uszatek Asio otus nie zdążyły jeszcze na dobre uprzykrzyć życia okolicznym mieszkańcom, gdy doszło do nagannego, zupełnie niepotrzebnego zdarzenia.

Jako, że sowy są półgniazdownikami, opuszczają gniazdo nim posiądą umiejętność latania, a przede wszystkim – odpowiednie do lotu pióra. Podlot wykluty jako pierwszy właśnie wydostał się na krzak pod samym drzewem – krzak wysokości około 2,5 metra – i zasiadł na samym jego czubku. Nie było by w tym nic złego, gdyby nie niefortunne usytuowanie gniazda. Uszatki gniazdowały w tym roku na sośnie rosnącej na granicy terenu szkoły i kortów tenisowych. Młodzian siedzący na krzaku znalazł się jakieś pięć metrów od głównego wejścia do gimnazjum! Szybko został przez uczniów zauważony i stał się niemałą atrakcją. Nikomu jednak nie działa się krzywda – w nocy w szkole nie było nikogo, a przecież to głównie wtedy sowy wykazują swą aktywność.

Niecodzienna atrakcja nie spodobała się jednak dyrektorce szkoły. Zadzwoniła po weterynarza, który przyjechał i zupełnie lekkomyślnie zabrał podlota.
Dowiedziałem się o tym parę godzin później od właściciela kortów tenisowych i od razu zareagowałem. Wraz ze znajomym fotografem udaliśmy się do wskazanego weterynarza i odbyliśmy z nim długą, bardzo nieprzyjemną rozmowę. Okazało się, że przekazał uszatkę znajomemu leśniczemu, by ten w niewoli ją wykarmił! Argumenty jakie usłyszeliśmy były wręcz niesamowite – na przykład taki, że w mieście uszatka ta na pewno by nie przeżyła, bo zjadłyby ją koty, dlatego będzie lepiej odchować ją w niewoli (!).

Po długich pertraktacjach odnieśliśmy sukces – jeszcze tego samego wieczora podlot wrócił do parku (w bardziej ukryte miejsce).
Tydzień później w parku obserwować można było wszystkie 4 młode karmione przez rodziców – doprawdy piękny conocny spektakl.

młoda uszatka
młoda uszatka

Apel do Ciebie: Jeśli widzisz młodego, nielotnego ptaka – zostaw go w spokoju. Jeśli ewidentnie znajduje się on w niebezpieczeństwie (np. na chodniku przy ruchliwej drodze) posadź go możliwie wysoko i bezpiecznie na drzewo. Podloty są cały czas pod opieką rodziców – mimo, że ich nie widzisz, obserwują Cię czujnie!

PS. W pobliskim Tarnobrzegu, by „pomóc” młodym uszatkom wzywana była straż pożarna w celu… ściągnięcia podlotów z korony drzewa! Na szczęście akcja skończyła się podobnie jak tutaj.

  • galanonim

    Jeśli pan leśniczy nie posiada (b. trudnego do zdobycia) zezwolenia na przetrzymywanie dzikich ptaków, to było to nielegalne, łamiące prawo działanie. A zabranie podlota rodzicom to co najmniej głupota.

    • Piotr

      Tak czy inaczej pozwolenie na przetrzymywanie dzikich ptaków nie oznacza możliwości legalnego podbierania podlotów.

      • galanonim

        Dokładnie. Pełna zgoda!

  • Pingback: Co w nocy piszczy? – Piotr Bednarek()