Dlaczego „walczące myszaki” to szmira

Każdej zimy w internecie pojawia się wysyp bardzo podobnych zdjęć.
Zdjęć przedstawiających ptaki drapieżne – przede wszystkim myszołowy, bieliki, jastrzębie, myszołowy włochate. Do tego grona dołączają jeszcze przedstawiciele krukowatych – sroki, sójki i kruki.

Wszystkie te zdjęcia pokazują ptaki w kilku podstawowych sytuacjach: portret siedzącego ptaka, ptak nadlatujący w stronę fotografa oraz dwa walczące ptaki. Mam wrażenie, że fotografowie tworzący te obrazy konkurują między sobą w ustawianiu na środku łąki najbardziej wymyślnego i niepasującego tam korniaka na którym ptaki mogą siadać albo w najrówniejszym skoszeniu „sceny” – czyli miejsca akcji.

Co łączy wszystkie te fotografie?
Powstają one w identyczny sposób – na kawałek otwartej przestrzeni regularnie od jesieni do wiosny (choć ostatnio okazuje się, że i całorocznie) dowożone jest mięso, które zwabia padlinożerne ptaki z całej okolicy. Poprzez regularność jego dostaw chętnych na łatwy kąsek przybywa z każdym dniem. Zwykle po kilku dniach dokarmiania możemy liczyć na niesamowite walki myszołowów i zapierające dech w piersiach naloty bielików.

Takich zdjęć powstaje w Polsce każdej zimy dosłownie kilkadziesiąt tysięcy. Mniej lub bardziej udanych. Z przewagą tych mniej. Właściwie to niezależnie od tego czy są one udane czy nie, robienie ich i pokazywanie jest po prostu cholernie nudne. Zupełnie nie rozumiem zachwytów nad nimi z kilku powodów.

Dokarmianie ptaków jest ogólnie dyskusyjnym tematem. Przy wszelkiego rodzaju karmnikach i nęciskach zagęszczenia ptaków są wielokrotnie wyższe niż w naturalnych warunkach. Sprzyja to przenoszeniu chorób oraz powodującym urazy walkom.
Dokarmianie ptaków drapieżnych jest jednak jeszcze gorsze od typowego karmnika dla wróblowych – jedzą one mięso. Pal licho, jeśli mięso to jest odpadem z gospodarstwa rybackiego czy padliną potrąconych przez samochody zwierząt. Jednak ilości mięsa pod ‚drapolową czatownią’ potrzebne do utrzymania tam ptaków przez całą zimę są ogromne. Są to dziesiątki i setki kilogramów na każdym nęcisku każdego roku.
W dużej mierze jest to tzw. porcja rosołowa – najtańsze dostępne w sklepach mięso z kurczaka. Czy to nie cyniczne – karmić dzikie ptaki ptakami chodowanymi w męczarniach? Chów kurczaków degraduje dodatkowo środowisko naturalne na ogromną skalę. Argument o pomocy ptakom zimą jest więc w moim mniemaniu zupełnie błędny.

Jakość fotografii z takich czatowni jest mierna. Mierna, bo ile razy można patrzyć na to samo? 35 stron zdjęć myszołowów na BirdWatchingu, 252 strony na Fotoprzyrodzie. Każde kolejne wzbudza już tylko śmiech i odruch wymiotny. Rozumiem, że w Polsce stwierdzono występowanie jedynie 454 gatunków ptaków, a zimą zostają tylko potrzebujące waszej pomocy szponiaste. Trzeba więc dobrze obfocić te rarytasiki – ale może chociaż porównać je z tymi z zeszłego roku i stwierdzić, żę więcej nie ma sensu ich pokazywać?  Do tego wspomniane już aranżowanie sceny przy którym zanikają wszelkie walory fotografii przyrodniczej – jest to co prawda widoczne też przy fotografowaniu innych gatunków, ale zawsze równie śmieszne i widoczne na zdjęciach.

Sam też robiłem takie zdjęcia – przez dwie kolejne zimy. Po mniej więcej dwa miesiące. Miałem wtedy kolejno 16 i 17 lat, a osiągając 18 wyrosłem z tej zabawy. Na szczęście – dla mnie i dla ptaków.jednooki myszołów

  • Mmski

    Świetnie powiedziane, też zawsze tak uważalem i oglądanie takich samych zdjec jest nudne i męczące. Pozdrawiam!

    • Piotr

      Cieszę się, że nie tylko ja to tak widzę 🙂
      Pozdrawiam

  • Joniec

    Skoro nudzą was te zdjęcia to nie poświęcajcie im czasu. Od lat siadam w budzie, mniej lub bardziej regularnie. Zawsze robię to z wielką przyjemnością, mimo że zdjęcia które tam powstają bywają podobne. Nadal będę siadał w mojej ziemiance i cieszył się sptktaklem jaki tam zastanę.

    • Piotr

      Ciężko nie poświęcać im czasu, bo są wszędzie. Jest też wśród nich kilka takich, które mimo upływu lat są rewelacyjne – np. te z albumu „Obrazy Przyrody” Piotra Chary. Jednak z grubsza rzecz biorąc wyreżyserowany przez fotografa spektakl to jak dla mnie coś bez większego związku z fotografią przyrodniczą lub może raczej tym co po angielsku nazywa się ładnie wildlife photography.

  • Lukasz

    Prawda. Choć nęcenie zwierząt padliną nie uważam za coś złego to fakt, encyklopedyczne zdjęcia zwierząt są mało ciekawe.

    • Piotr

      Mi nie chodzi nawet o encyklopedyczne, czy nie, ale o to, że są ich tysiące praktycznie identycznych 🙂

      • Tomasz

        Czyli ja zaczynając robić „fotografie przyrodniaczą z czatowni” powinienem tego nie robić bo zdjęć takich jest tysiące? To tak jakby nie kupić samochodu audi bo stoją na każdej ulicy. Z takim podejściem to człowiek niczego by nie osiągnął w żadnej dziedzinie życia. Widzisz każdy ma jakieś cele Ty w wieku 16-17 lat robiłeś coś co teraz „zabraniasz” mi robić po raz pierwszy.

        • Piotr

          Ależ nie zabraniam w żadnym wypadku. Raczej staram się pokazać, że to nie najlepszy kierunek, bo właśnie zupełnie nie rozwijający, a tworzenie zdjęćw ten sposób to po prostu sztampa.

          • Tomasz

            Nie zgodzę się z Tobą. Ostatnio zbyt dużo nie przesiaduje w czatowni a mimo wszystko mięso wykładam. Czasem siedzę na abonie obok i oglądam to co się dziej na scenie i obok niej. Czatownia to nie tylko zdjęcia . Mimo wszystko zdjęcia te będę wykonywał bo dla mnie to nowe doświadczenie i dla mnie to nie jest obciach. Pozdrowienia.

            • Piotr

              Rozumiem, ja po prostu wolę oglądać dziką przyrodę. Pozdrawiam